A ja poczułem, że mi się zbiera, zanim dobiegnę do pointy - Na śmiech, cholera, na płacz, cholera... No, na te trzy elementy!
niedziela, 07 lutego 2010

Panie Pośle Kurski, jak to nie ma kawałów o PiSie? Wystarczy powiedzieć Jacek Kurski i już się wszyscy śmieją.

Jarosław Kuźniar, "Wstajesz i wiesz", TVN24, 7 lutego 2010 r.

To oczywiście był tylko "mail od widza". Ale i tak miód na moje serce :)

sobota, 06 lutego 2010

Bardzo dobry blog z kategorii "O czymś": Pravda.blox.pl, na który, przyznaję bez bicia, trafiłam z powodu zakochania się w Karolinie Gruszce, komentuje plan budowy (tu cytat:) monstrualnego pomnika mającego upamiętnić ofiary Katynia (btw. "ofiary Katynia", co za zgrabny medialny eufemizm, myślę że jednak możemy zostać przy "ofiary NKWD", w końcu nie pan Katyń strzelał):

Po co budujemy ten pomnik? Trawestując klasyków: To jest pomnik na skalę naszych możliwości, my tym pomnikiem demonstrujemy jedność narodową i na złość ruskim zbudujemy taki duży, żeby go nawet z kosmosu zobaczyli. My tym pomnikiem odcinamy się Moskalom, wybijamy ząb antypolskości, odciskamy każdą toną żeliwnego postumentu. I robimy to, chociaż wiemy że Rosjanie nigdy nie przeproszą za Katyń tak jak byśmy chcieli - na kolanach.

Otóż to. Teraz jest dużo szumu także w sprawie telefonu premiera P. do premiera T. Panie Prezydencie Kaczyński, w dyplomacji są jednak jakieś zasady.
Sprawa pierwsza: kto kogo zaprasza. Zaprasza się counterparta, premier - premiera, prezydent - prezydenta...
Zasada druga: obchody "podobnych" rocznic wydarzeń organizowane są na zasadzie równoważności: na Westerplatte zapraszał premier, więc do Katynia też zaprasza premier. Nie ma zwyczaju "podbijać stawki"; Medwedew nie zajmuje się obchodami, zajmuje się nimi Putin ergo zaproszony zostanie Tusk, wg protokołu dyplomatycznego jest to najzupełniej oczywiste.

Po trzecie: Prezydent pewnie uważa, że Rosjanie za coś będą przepraszać i może nawet, że to jego zasługa, że to tryumf jego polityki historycznej... i że jako pomysłodawca tej taktyki ma prawo być przy wydarzeniu wieńczącym dzieło... Uspokójmy Prezydenta. Żadnego kajania się - nie będzie. Rosjanie grają Katyniem, bo uwierzyli ("nabrali się"? :)) na zieloną mapkę Premiera Tuska i bardzo by chcieli tak sobie ułożyć stosunki z Polską, żebyśmy ich wyciągnęli z kryzysu (mission impossible, swoją drogą). Wydaje mi się, że wszyscy tak się podekscytowali tym, że przez złote usta Premiera Putina przeszło wreszcie to słowo na "K", że nikt nie doczytał do końca informacji KPRM o omawianym telefonie. A mówi ona jasno:

Premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zaprosił prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska do wspólnego uczczenia pamięci ofiar Katynia. Uroczystości odbędą się w pierwszej połowie kwietnia 2010 r. Premier Tusk przyjął zaproszenie na obchody. Politycy poruszyli także kwestie współpracy gospodarczej Polski i Rosji.

Ja bym się na miejscu Pana Prezydenta nie pchała na te obchody. Wszak ten, kto tam pojedzie, zostanie następnie wdeptany w ziemię za to, że Ruski nie przeprosiły, jakby to w ogóle od niego zależało. A tu chodzi jak zwykle o dzięgi.

środa, 03 lutego 2010

Airborell cytuje Wildsteina. Ja go nie będę cytować, bo ani to cięte (ciągnie się w nieskończoność jak jakaś dolina nicości), ani riposta (redaktor jak zwykle odpowiada, mimo że nikt go już o nic nie pyta). Na tego bloga nie pasuje. Odsyłam do bloga Airborell zatem, bo jego komentarz jest bardzo trafny. Ja mogę przypomnieć tylko:

Nikt tak kiepsko nie pisze, jak zwolennicy starzejących się ideologii

Zbigniew Herbert, "Martwa natura z wędzidłem", Zeszyty Literackie 2003. (Prywatnie: najdokładniej przeczytana książka w moim życiu, może nawet książka życia).

PS. Ostatnio chciałam się zapisać do grupy republikanów na FB - tak, żeby poczytać, bo ja będę z uporem godnym lepszej sprawy twierdzić, że żeby coś skomentować (tym bardziej: skrytykować), najpierw trzeba to przeczytać. No niestety, nie udało się, ponieważ musiałabym zdeklarować się jako fanka, a ponieważ na stronie powitał mnie Bronisław Wildstein, to resztki przyzwoitości powstrzymały mnie przed tak wierutnym kłamstwem. I nie, nie dlatego, że jestem komunistyczną agentką. Wildstein po prostu obraża jednocześnie literaturę i publicystykę, dwie rzeczy, które cenię w życiu najbardziej.

Komorowski to przecież straszna konserwa.

Elżbieta Jakubiak, "Rozmowa Rymanowskiego", 2 lutego 2010 r.

Otóż to. Nawet Elę to uderza.

Swoją drogą, lubię Elę, jest a) pracowitsza b) sprytniejsza niż większość jej kolegów po fachu. I nie pasuje do PiSu tak samo jak Komorowski z Gowinem nie pasują do PO. Byłaby, śmiem twierdzić, dobrą kandydatką na prezydentkę, szczególnie w przypadku startu Sikorskiego.

sobota, 30 stycznia 2010

Wiele kontrowersji wywołała u nas ilustracja, którą the Economist raczył był "okrasić" artykuł o Polsce (link w poprzedniej notce). Faktycznie, jeśli ktoś (czyli statystycznie ponad połowa czytelników prasy i ponad 2/3 czytelników wersji elektronicznych, z tego co pamiętam) przeczytał tylko nagłówek i lead, to oczywiście wcale nie został oświecony w temacie polskiej Glorious Evolution. Zdjęcie możnaby roboczo zatytułować "Niezła fura".

 

 

No i to się nam może, mili państwo, nie podobać, możemy chcieć to wyprzeć do nieświadomości, podobnie jak to, że wszyscy jesteśmy chłopskiego pochodzenia, Piast Kołodziej był ze wsi, a kosynierzy żywili y bronili. [Btw. dowiedziałam się, że "Kosynier" to brzmiało dumnie; nie że jakiś biedny goły wieśniak chwycił akurat za kosę, bo mu się z grabiamy pomyliła. Kosę wprowadzono w Europie do użytku dopiero w XVII wieku - upowszechniła się pod koniec, bo stal staniała - ale wciąż taki chłop, co miał kosę, to był na ziemiach polskich w czasach Kościuszki postępowy rolnik, który się kłaniać nie musi, a nie jakiś łachudra, co krowie spod ogona wyleciał! ...To oczywiście nie zmienia faktu, że walczono kosami bojowymi, a nie takimi zez pola, tylko się chciałam przylansować trochę :)]

W każdym razie jest wiele rzeczy, które nam się nie podobają na wsi, podczas gdy, parafrazując Króla-Słońce: "Wieś to ja". Deal with it.

No i jedną z tych rzeczy jest KRUS. Krzysztof Dzierżawski już około 10 lat temu zauważył: "Należy dzisiaj do dobrego tonu domagać się reformy KRUS". Do dziś polska szkoła savoir-vivre'u utrzymuje w mocy tę zasadę. Tymczasem OCZYWIŚCIE, że to wszytsko nie jest takie proste, co dość bezwzględnie wyłuszcza Prezydent RG.

Sam, niestety, jestem w „powszechnym systemie emerytalnym” i bardzo nie życzę żeby to samo nieszczęście dotknęło rolników. Może zechce Pani zauważyć, że  gospodarstw powyżej 20 hektarów jest w Polsce około 6%!!! Jak chce Pani policzyć dochód wszystkich pozostałych, żeby OFE mogły zabrać im 7,5% tegoż??? Macie już Państwo jakiś algorytm na stawkę amortyzacji konia w gospodarstwach liczących mniej niż 10 hektarów? Bo w wielu z nich koń jest siłą pociągową.

Robert Gwiazdowski, "List otwarty do 10 znanych ekonomistów", 29 stycznia 2010 r.

A później będą ludziska gadać, że w Ministerstwie zamiast pracować nad reformą, urzędnicy tylko amortyzują konia... buahaha. :]

Mr Kaczynski’s record is dire (his popularity rises only when he makes no public statements). His main role has been destructive, vetoing laws and blocking appointments. He is widely believed not to want a second term, but to have been pushed into it by his bossy twin brother, Jaroslaw, who leads the main opposition party, Law and Justice.

The Economist, "Horse Power to Horsepower", 28 stycznia 2009 r.

Premier wydał "an oświadczenia"(:)!) i BUM! Poland has landed! Wszyscy mówią o Polsce. Mówią dobrze - i nawet jeśli wierzyć w słowa przypisywane to Tuwimowi, to Brigitte Bardot, czyli że nie ważne co mówią, ważne żeby nie przekręcali nazwiska - to trzeba przyznać, że niesłychanie twórcza, niezwykle ożywcza jest ta atmosfera poruszenia - wśród obywateli i za granicą także. Jak zauważył nieoceniony MP:

Prawda jak przyjemnie się oddycha, kiedy powietrze jest przesiąknięte polityką? Ludzie wyrwani z przewidywalności PoPisowej sceny zmuszeni są pomyśleć, co naprawdę myślą :)

No i teraz nagle, jak pani Walewska Napoleona, wszyscy pytają nerwowo: "A Polska?" :)))


Osobisty, zupełnie zbędny wtręt: świetną sprawą jest powrót zainteresowania Radosławem S., bo jak wiadomo jest moim idolem (choć nie pupilem) nie od dziś. Jeli będzie kandydatem PO, to tak naprawdę jestem 10 miesięcy od Polski moich marzeń, "w dosiężnej perspektywie" [tu proszę sobie mnie wyobrazić wykonującą gest dosiężny Premiera Tuska zaprezentowany na Polibudzie] mam Polskę, w której już nie będę miała prawa zwalić niepowodzeń na niekorzystne warunki brzegowe. W której już nie będziemy się zastanawiali "Co z tą Polską?", tylko co z moją firmą, co z rodziną, w co się ubrać, na co iść do teatru, segregować śmieci? Rower czy samochód? Normalność. Każdy robi to, co do niego, niej, należy i nikt mu, jej, tego na złość nie utrudnia.

Radonaldia, powiecie :). Otóż to. Wręcz już mam to przed oczyma duszy mojej, haha; Donald jeździ po kraju, podnosi lumpów z ławek i błogosławi słowami "Get a job!!!", a Radosław przyjąwszy dumną postawę tłumaczy Obamie i reszcie - w krótkich żołnierskich słowach, acz swoją boską angielszczyzną - żeby nam nie próbowali przeszkadzać, bo popamiętają.

Jestem naiwna? Każdy ma do tego prawo na przednówku. Ale o tym może w następnej notce.

piątek, 29 stycznia 2010

Dziś myśli się o tym, ile dana publikacja przyniesie punktów. Tymczasem warunkiem wszelkiego oryginalnego i ciekawego badania jest praca bez pewności uzyskania wyników. Także bez pewności akceptacji przez środowisko. W sumie praca z pewnym ryzykiem. Gdyby to ode mnie zależało, zmieniłbym formułę ślubowania doktorskiego. Obecne w niej dziś zobowiązanie, że nie będzie się pracować dla podłego zysku (non sordidi lucri causa), nie ma sensu o tyle, że mało kto z nas ma z pracy liczący się, a nawet choćby tylko go dziwy zysk. Obecne w ślubowaniu zobowiązanie, że nie będzie się pracować dla marnej chwały (nec ad vanam capta ndam gloriam), również nie ma sensu − bowiem chwałę mają dziś osoby występujące w telewizji, a nie nawet wybitni naukowcy. Chciałbym natomiast wprowadzić do formuły zobowiązanie, że będzie się pracować dla pogłębiania wiedzy, a nie dla zdobywania głupich punktów (non ad stulta puncta capienda).

Prof. dr hab. Marcin Kula, historyk, UW Pismo Uczelni styczeń 2010 s. 6

To jest wszystko smutna prawda, ale jak wyobrażam sobie scenę, w której znajomi doktorzy przysięgają pracować non sordidi lucri causa to robi mi się jakoś wesoło :). Nie, żebym nie wierzyła w silną wolę, albo przypisywała złe intencje...  tylko myślę, że mogli się zakrztusić, bo cóż to znaczy sordidi lucri, kiedy pecunia non olet? Szczególnie jak ktoś zostaje doktorem tej nauki, która ma ostatnią sentencję właściwie w założeniach programowych...

Nie znam przypadku przywódcy, który, mając najwyższy urząd w państwie w zasięgu ręki, poświęca osobiste ambicje dla misji modernizowania kraju. Donald Tusk pokazał, że jego odpowiedzialność i patriotyzm są najwyższej próby. Jestem dumny, że mogę być członkiem jego ekipy.

Sikorski o rezygnacji Tuska, dziś.
a) Jak już mówiłam, podzielam dumę. To było nie dość, że sprytne, to jeszcze ładne.
b) Powyższy cytat pobrany z profilu "Radek Sikorski na prezydenta!", z facebooka, więc dokładniejszego źródła brak. Zapisałam się oczywiście, acz nie bez wahania. Przypomniał mi się bowiem wcześniejszy cytat z Ministra Ciętej Riposty zamieszczony na stronie ludzie.wprost.pl :

Kiedyś Minister Antoni Macierewicz przysłał mi pismo zaadresowane do Radka Sikorskiego. Dostał je z powrotem zadekretowane na Antka Macierewicza.


Białe, czarne, czarne, białe, nic pomiędzy. U nas nawet w sprawie pocałunku Dody na licu prezydenta nie ma wzruszenia ramion. U nas nawet najtańszy geścik znaczenie ma. Dwa znaczenia. Skrajne. (...) Skrajności świadczą o dążeniu do jednoznaczności. Ale namalowana w powyższych przypadkach jednoznaczność świadczy wyłącznie o naszym infantylizmie, o bolesnej niedojrzałości.

Tomasz Lis, "Dziecięca choroba polskości": Komentarz dla Gazety Wyborczej, 28 stycznia 2010 r.

 

Polska polityka jest jak teatr Kabuki, gdzie wszyscy grają przewidywalne role

Piotr Semka, TokFM, listopad 2009 r.

 

Zmiana poglądów to cecha ludzi mądrych. Oznacza, że pracujemy nad sobą.

Wojciech Nagel o Josephie Stiglitzu (CC, wykład "Społeczeństwo i gospodarka")

 

You cannot fill a cup that is already full

Szamanka Na'vi do Jake'a Sully'ego, Avatar. (A co).

 

Dużo czyto-myślenia przede mną. (...) to prawda, że postulaty lewaków są utopijne, często głupie, za to już ich diagnozy, podejrzenia, że w neoliberaliźmie, (tak jak w komunizmie?) tkwi jakiś podskórny, immanentny błąd (przez który cierpią ludzie, a bogacą się korporacje) wydają mi się warte uwagi. 'doktryna szoku' jest i pewnie będzie jedną z ważniejszych książek jakie przeczytałem. Dopóki wszystko, co nie czysto neoliberalne oznaczać się będzie znaczkiem *oszołom, to myśl lewicowa będzie kuleć w piwnicy.

MP. [jest i pewnie będzie jedną z ważniejszych osób jakie przeczytałam]. Pozdrawiam :)

 

Rząd musi być jak skała, jak trwały fundament w sytuacji, w której emocje targać będą politykami, kandydatami, partiami politycznymi, chcę aby rząd pod moim kierownictwem w czasie tych obu kampanii ciężko i skutecznie pracował na rzecz tych spraw, o których mówi ta mapka.

Wydaje się rzeczą oczywistą, że więcej dobrych rzeczy, więcej trudnych zadań zrealizujemy, ja osobiście zrealizuję, mając te instrumenty rządzenia w ręku, a nie mieszkając w pałacu.

Mówię też bardzo otwarcie o tym, co jest poważnym dylematem politycznym. Proszę państwa, ich jest dwóch, ja jestem jeden. (...) Ja nie chcę uczestniczyć w wyścigu, którego celem jest pałac i zaszczyt, ja chcę uczestniczyć w wielkiej kampanii, w wielkiej batalii na rzecz wygranej Polski w tym wyścigu cywilizacyjnym, w Europie i na świecie.

Premier Donald Tusk, Siedziba GPW, Warszawa, 28 stycznia 2010 r., przedruk Wyborcza.pl: "Władza jest w rządzie, a nie w Pałacu" (^fragmenty).

Oczywiście najważniejszy cytat dzisiaj. Jako początkujący politolog słucham rad starszych i mądrzejszych, którzy w dobrzej wierze przypominają mi, że telewizja kłamie i że to MY powinniśmy IM mówić, jak jest, jak być powinno, a nie ONI nam. Ale osobiście - jestem dumna z Premiera.

No co? Naprawdę tak uważam. I tak, powtórzę bezczelnie, poza Tuskiem moje zaufanie mają Doda, Tomasz Lis i Radek Sikorski. W tej kolejności. A co. Krótko: według mnie dzisiejszy dzień jest początkiem początku lub poczatkiem końca polskiej potęgi.

Żeby trochę jednak rozluźnić atmosferę podniosłości i patriotyzmu, jednocześnie dystansując się od pesymizmu i bezkrytycznej krytyki(takiej właśnie) należałoby przypomnieć zacny cytat z "Misji Kleopatra" w tłumaczeniu/adaptacji Bartosza Wierzbięty:

Bez kamienia nie ma budulca. Bez budulca nie ma pałacu! A bez pałacu... nie ma pałacu.

W dodatku postać, która tak elokwentnie opisała ciąg przyczynowo-skutkowy nazywała się bodajże Marnypopis.

I o tym - poeta pamięta :).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9